Borneo – część pierwsza

21 kwietnia 2014

Borneo – trzecia co do wielkości wyspa na Ziemi, o powierzchni ponad dwukrotnie większej niż terytorium Polski. Podzielona między trzy państwa: Indonezję, Malezję i Brunei. W połowie ubiegłego wieku znakomita większość (1950 r.- ok. 90%) powierzchni wyspy pokryta była wilgotnym lasem równikowym. Las tropikalny – moje marzenie z dzieciństwa oraz największe przekleństwo tej wyspy, ale o tym w kolejnej części.

Dziś o pomyśle, początkach podróży i szczycie marzeń (4095,2* m n.p.m), który udało mi się zdobyć w Wielkanocny Poniedziałek.

Plan był taki – w przerwie między zakończeniem zajęć na uczelni a rozpoczęciem egzaminów końcowych pojadę w jeszcze jedną podróż. Już trochę poza moim planem okazało się, że pojadę sama, i że będzie to Borneo. Dokładniej jego północno-zachodnia część – należąca do Malezji Sabah.

1
Azja południowo-wschodnia z Borneo w centrum

Z przewodnikiem w ręku wsiadłam do samolotu lecącego z Singapuru do stolicy Sabah – Kota Kinabalu. W trakcie lotu zdążyłam przerazić pomysłem samotnego włóczenia się po wyspie przemiłą Malezyjkę siedzącą obok i naszkicować wstępną trasę objazdu wybranej części wyspy. Bardziej szczegółowy plan była taki – z lotniska w Kota Kinabalu (A) odbiera mnie Wei i wiezie do baru w centrum, gdzie spotykam Alana, u którego zatrzymuję się na pierwszą noc. Następnego dnia ruszam w góry – sprawdzić, czy uda mi się pokonać pierwszy czterotysięcznik w życiu (B)… Stamtąd chyba pojadę zobaczyć prawdziwy las tropikalny, który widziałam milion razy w programach z Animals Planet (C). Resztę czasu spędzę na południu Sabah, w uroczym nadmorskim miasteczku (E), gdzie akurat w ten weekend roku odbywa się festiwal tradycyjnych łodzi żeglarskich…

trasa.JPG
Trasa podróży

Kota Kinabalu

_MG_8335m
Widok z okna mieszkania Alana

Mówi się, że aby rozśmieszyć Pana Boga, należy sobie coś zaplanować… A ja zaplanowałam wejście na najwyższy szczyt Archipelagu Malajskiego, na który dziennie wpuszczanych jest 130 turystów z całego świata, nocleg w schronisku na jego zboczu kosztuje 500PLNów, a kolejka do wejścia na tamten moment w przeliczeniu na miesiące miała ich około trzech 😀

Jak się udało?

Godziny poszukiwań w internecie, kilkadziesiąt napisanych maili, trzy przewodniki i brak jakichkolwiek postępów w załatwieniu pozwolenia na wejście i noclegu na Kinabalu, aż do momentu wyjazdu. Do Malezji ruszyłam uzbrojona jedynie w buty górskie i nadzieję, że jakoś się uda. Myślę, że dokładny opis mojej historii nie przyda się w skali globalnej, ale może za to pokazać, że fajnych ludzi spotyka się w najmniej oczekiwanych momentach, i że dzieje się to na całym świecie – bardzo pozytywnie nastrajające wnioski!

W telegraficznym skrócie było to tak:

W barze, gdzie spotkałam swojego coach hosta z Kota Kinabalu poznałam również Izzy – szaloną panią architekt z Anglii, która rzuciła wszystko i pojechała budować tradycyjne domy z bambusa na Borneo. Traf chciał, że tak jak i ja, następnego dnia musiała dostać się w okolica góry Kinabalu, a dowiedziawszy się o moich staraniach, skontaktowała mnie z jednym z rangerów parku (nie potrafię znaleźć dobrego tłumaczenia tego tytułu). Potem wszystko potoczyło się bardzo szybo, było parę chwil zwątpienia, ale koniec końców wczesnym rankiem 20.04.2014 stanęłam w bramie parku narodowego Kinabalu, a chwilę później pokonywałam pierwsze metry ścieżki prowadzącej na szczyt Low’s Peak.

kinabalu_trail_map
Mapka trasy na szczyt Kinabalu. Pochodzi ze strony parku narodowego Kinabalu. http://www.mountkinabalu.com/

Pierwsza część trasy to około 5 godzin podejścia do bazy, gdzie znajduje się schronisko z miejscami noclegowymi i jedzonkiem. Około 1,5 km w pionie i 6 km trasy do pokonania. Potem turyści pakują się na swoje prycze w schroniskowej sali sypialnej (tak, tak, 500 zł za noc), żeby w środku nocy zerwać się półprzytomnym z łóżek i rozpocząć atak szczytu. Pamiętacie cały czas o fajnych ludziach? Tu właśnie zdarzyło się najlepsze – ja nie zatrzymałam się w schronisku razem z innymi turystami. Na poleceni szefa parkowych przewodników zostałam zaproszona do ich chatki w bazie. Dostałam miejsce do spania w takiej jakby górskiej koi i doświadczyłam ogromnej gościnności miejscowych chłopaków. Ba! Po pobudce o 2 nad ranem znalazłam swoje ciuchy z porannego podejścia uprane i ułożone w kancik koło mojej koi… Wow

No to teraz pierwsza część zdjęć:

 

Pobudka w środku nocy i atak szczytu. Do pokonania ponad 2 km trasy i nieco ponad 800 m przewyższenia. Czas jest ograniczony, bo głównym punktem programu ma być wschód słońca na 4 tysiącach. Udało się! Jak było?

endomondo
Trening nagrany – endomondo

zimno, miejscami stromo, czasami tłoczno, ciemno i… najlepiej! Emocje nie do opisania, odsyłam do zdjęć.

Zejście do bazy i ciurkiem na sam dół. Zejście miało być szybkie, chciałam załapać autobus do Sepiloku. Nogi odmawiały posłuszeństwa, pogoda pogarszała się z każdą minutą. Wyścig. Chodzenie było jedną z najmniej przyjemnych czynności przez kolejne 2 lub 3 dni…

 

Ciąg dalszy nastąpi 😉

Zu

*(Wikipedia) In 1997, a re-survey using satellite technology established its summit (known as Low’s Peak) height at 4,096 metres (13,438 ft) above sea level, which is some 6 metres (20 ft) less than the previously thought and hitherto published figure of 4,101 metres (13,455 ft)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s